Jeśli się zastanawiasz nad zakupem – przeczytaj opinię mojej znajomej z testowania kołdry obciążeniowej. Nic lepiej nie zobrazuje jak działa kołdra obciążeniowa, od opinii i relacji Agnieszki Szablickiej, która prowadzi też świetnego bloga o depresji i o odwadze. Serdecznie zapraszam: www.zodwagawdzialanie.pl 

Przygoda z kołdrą obciążeniową we flamingi

Mam 38 lat, jestem osobą wysoko wrażliwą, przez wiele lat leczyłam się z depresji i nerwicy. Kiedy usłyszałam, że Asia – moja dobra znajoma sprzed lat – szyje kołdry, od razu zapragnęłam jedną mieć. Ten tekst jest owocem dwóch tygodni moich testów.

Podeszłam do tematu zadaniowo, więc zacznijmy od pamiętnika 😉

 

Dzień 0

Przywiozłam moją piękną, cudownie wykonaną kołdrę do domu.Jestem nią zachwycona, ma piękny wzór, dokładnie taki, jak chciałam. Jest dość ciężka (10% masy mojego ciała), ale miękka i przyjemna w dotyku. Zachwyca mnie wzór – wymarzyłam sobie flamingi na zielonych liściach. Jestem przeszczęśliwa! Pakuję się pod kołdrę do spania!

 

Dzień 1

 

Nie wyspałam się na maksa! Było mi za ciężko i źle. Budziłam się w nocy. Jestem zła na kołdrę i na cały świat. Jestem zmęczona, po co mi w ogóle to wszystko było? Asia opowiadała, jak jej i jej bliskim kołdra pomaga, a mi co??

Może jakaś jestem zaburzona? To znaczy, wiem, że jestem, ale nie przesadzajmy!

Posiedziałam trochę pod kołdrą w ciągu dnia, postanowiłam dać jej drugą szansę.

 

Dzień 2

Spałam dużo lepiej, chyba skopałam kołdrę z siebie. Wstaję całkiem wyspana.

Ostatnio miałam problemy ze snem, więc jest to duża różnica.

 

Dzień 3

Mam bardzo trudny czas życiowo i potrzebuję dużo regeneracji. Ucinam sobie drzemkę pod kołdrą w ciągu dnia. Wyciszam się i po pół godzinie wstaję w całkiem dobrej kondycji. W nocy śpię i chyba się nie budzę.

 

Dzień 7

Zaczynam odczuwać różnicę w kontakcie z własnym ciałem. Kiedy jestem bardzo przebodźcowana (a tak jest większość czasu)  w ogóle nie czuję ciężaru kołdry, kiedy jestem wyciszona, czuję jej ciężar. Ciekawe to.

Dzień 10

Znowu mam ciężkie dni, nie dosypiam i nie mam poczucia, że kołdra mi pomaga, a mimo to mój mąż zauważa, że zanoszę ją do łóżka i się przykrywam. Nie wiem czemu tak jest ;))

 

Dzień 12

Testuję odpoczywanie w ciągu dnia pod kołdrą. Dobrze mi się pod nią leży, kiedy czytam. Możliwe, że lepiej mi będzie używać jej w ciągu dnia niż pod nią spać.

Wieczorami jestem tak przebodźcowana, że nie czuję jej ciężaru w ogóle i nie mam poczucia, że jakoś bardzo mi pomaga. Nawet piszę o tym do Asi, i że moja kołdra powinna być cięższa. Ale nadal targam kołdrę do łóżka 🙂 Chyba ją polubiłam 🙂

Dzień 14

Jak to klasyczne WWO z nadaktywną głową, lubię rozumieć, jak rzeczy działają, więc doczytuję w necie, jak działa kołdra obciążeniowa. I podobno jest tak, że kołdra obciążeniowa przez delikatny nacisk stymuluje odpowiednie receptory w mięśniach. Ten nacisk sprawia, że pobudza się wydzielanie serotoniny (hormon szczęścia) i melatoniny (hormon snu i odprężenia), jednocześnie obniżając poziom hormonu stresu, czyli kortyzolu. Dzięki obciążeniu dostosowuje się do kształtu ciała, więc łatwiej się odprężamy i wyciszamy, a także łatwiej jest wejść w fazę snu głębokiego.

Wnioski moje, czyli 6 powodów czemu warto, aby dorosłe WWO miało swoją kołdrę 🙂

 

  1. Kołdra  wycisza – zdecydowanie ma w sobie coś takiego, że uspokaja mnie w stanach średniego pobudzenia. Dla mnie nie sprawdza się w stanach wysokiego przebodźcowania. Myślę, że i dwie by nie pomogły na mój układ nerwowy 😉

 

  1. Kołdra daje poczucie bezpieczeństwa – lubię to uczucie, kiedy się nią okrywam, trochę jakby otulała. To pewnie to obniżenie kortyzolu tak działa. Nie mam poczucia, żeby zmniejszyła mi lęki, czy na stałe poziom napięcia, natomiast coś w niej jest, że pomaga.

 

  1. Kołdra jest piękna w wykonaniu i korzystanie z niej daje mi przyjemność i poczucie, że się dobrze sobą zaopiekowałam.

 

  1. Kołdra uczy kontaktu ze sobą – To jest rzecz, którą trzeba wytestować na sobie i pytać siebie “co mi pasuje, a co mi nie pasuje”. Nie każdy będzie w stanie spać pod nią całą noc, nie każdy będzie w stanie pod nią siedzieć. Trzeba sobie to przetestować i sprawdzić.

 

  1. Kołdra pogłębia kontakt ze sobą i swoim ciałem – to jest jeden z większych plusów. Oczywiście złościłam się że kołdra magicznie mnie nie wyleczyła ;)) natomiast faktycznie pomaga czuć siebie lepiej i dawać sobie ukojenie w trudnych momentach.

 

  1. Kołdra uczy czekania na efekty – trzeba dać sobie czas na oswojenie się z nią – ja jestem typem, który lubi widzieć szybkie efekty, natomiast tutaj przychodzą one powoli. To też duża lekcja, jaką wyciągnęłam z przygody z kołdrą.

 

A i dodatkowy atut – przetestowane przez mojego bardzo aktywnego fizycznie męża

 

  1. Działa kojąco po wysiłku fizycznym, mięśnie się uspokajają i wyciszają. Pozwala odpocząć.

 

Podsumowując 🙂 na pewno warto zainwestować, natomiast raczej nie oczekujcie szybkich efektów.

Mam wrażenie, że ciało musi się oswoić, przyzwyczaić, a na to w przypadku WWO trzeba czasu. Być może zależy to poziomu wrażliwości na bodźce. Ja się do mojej kołdry przywiązałam, polubiłam ją, chociaż podchodziłam raczej sceptycznie.

No i chociaż nie uczyniła ekspresowych cudów, nadal targam ją za sobą 😉

 

Przypadek? Nie sądzę 😉